Jak urządzić mieszkanie dla siebie.
| Mieszkanie powinno pasować do człowieka jak dobrze skrojone ubranie. Powinno
mieć charakter, ale... koniecznie charakter swojego właściciela. To "odkrycie"
narobiło ostatnio sporo zamieszania Od pewnego czasu w pismach wnętrzarskich
zrobiło się całkiem tłoczno. Wcześniej fotografowane apartamenty świeciły
pustkami. Nic nie wskazywało na to, że ktokolwiek je zamieszkuje. Teraz na
zdjęciach krzątają się ludzie - czytają książki, gotują, kąpią się, organizują
przyjęcia, oglądają telewizję. Okazało się też, że wystrój mieszkania to nie
tylko kolor ścian, meble oraz sprzęty RTV i AGD. To również osobiste drobiazgi:
ubrania, grzebienie, kolczyki, szczoteczki do zębów, telefony komórkowe, buty.
To one najbardziej precyzyjnie określają nasz sposób bycia, najwięcej mówią o
tym, jacy jesteśmy. |
|
Pokaż mi swój dom...
|
|
Nie raz już się zdarzyło, że ktoś wprowadził się do mieszkania ślicznie zaprojektowanego przez architekta wnętrz, a jednak czuł się w nim nieswojo. - Czasami takie mieszkanie może być przyczyną frustracji, złego samopoczucia. Nie da się przecież żyć przeciwko sobie! Jedni z nas mogą mieć wokół siebie wiele przedmiotów i żywe barwy, a innych to męczy - mówi Anna Romaniuk, która od kilku lat prowadzi sieć sklepów Café Decor. Kiedy wchodzimy do mieszkania, często od progu możemy zgadnąć, kto w nim mieszka. Jeżeli przywita nas półmrok, w którym dostrzeżemy zarysy starych mebli i plecionych mat na podłodze, a do tego poczujemy jeszcze duszny aromat kadzidełek, nie ma wątpliwości - jesteśmy u hipisów nowej generacji. A jeżeli obleje nas zimne światło halogenów, które obnaży jasne i proste systemy meblowe, w powietrzu unosić się będzie zapach odświeżaczy do powietrza z reklam telewizyjnych, to znaczy, że weszliśmy do przybytku dobrze zarabiającego młodego rekina biznesu. Nauczycielka z trzydziestoletnim stażem w szkole raczej nie kupi sobie fluorescencyjnych półek na CD, a młoda didżejka nie powiesi w oknach firanek z gipiury. Wnętrze nabiera cech swojego właściciela. Nie ma wnętrz bez ludzi. |
Handel szczęśliwymi wnętrzami
Radykalna zmiana myślenia o urządzaniu mieszkań widoczna jest także w salonach z
artykułami wnętrzarskimi. Jeszcze niedawno stoły, krzesła i kanapy były
poustawiane bezładnie i cierpliwie czekały na nabywców. Klienci musieli wytężać
wyobraźnię, aby sprawdzić, jak meble będą prezentować się w ich domach i co do
nich dokupić, aby uzyskać pożądany efekt. - Dziś nikt nie sprzedaje pojedynczych
artykułów. Teraz sprzedaje się konkretną wizję wnętrza, pełną aranżację, w
dodatku dedykowaną konkretnej osobie - wyjaśnia Anna Romaniuk. - Bardzo wyraźnie
widać było te tendencje na jesiennych targach "Tendence Lifestyle" we
Frankfurcie. Tam nie prezentowano pojedynczych produktów, pokazywano je zawsze w
określonym kontekście i klimacie. Na stoiskach targowych było bardzo wiele
sygnałów, że w zaaranżowanych wnętrzach mieszkają ludzie. Jasne, że to slogan -
"człowiek mieszka we wnętrzu" - jednak teraz zaczęto do tego stwierdzenia
podchodzić serio. Na ekspozycjach pojawiły się nawet manekiny, których ubrania
harmonizowały kolorystycznie i stylistycznie z pokazywanymi meblami.
Zew natury XXI wieku
Im więcej śladów naszej obecności w mieszkaniu, tym lepiej. To taka współczesna
forma atawistycznej potrzeby, jaką jest znaczenie swojego terytorium. Problem w
tym, że już tak dawno wyszliśmy z jaskiń i lasów, że zapomnieliśmy, jak oznaczać
należący do nas teren. Dlatego coraz częściej pomocy szukamy u profesjonalistów
w tej dziedzinie - stylistów. Zadaniem stylisty jest wysłuchać nas i rozpoznać,
co naprawdę lubimy: ciepłe barwy czy raczej chłodne, kontrastowe zestawienia
kolorów, nowoczesne formy mebli czy pastelowe odcienie i spokojne, klasyczne
kształty. Nie powinno nas dziwić, że będzie pytać o to, jak się ubieramy, jaki
jest kolor ulubionej bluzki. Może obrus w jadalni powinien być w tym samym
kolorze?
Placek z bakaliami
Nie zawsze urządzamy się od zera, z przemyślaną wprzód koncepcją. Wielu z nas ma
w domu jakiś mebel, serwis obiadowy albo obraz odziedziczony po dziadkach, który
jest przechowywany jako pamiątka rodzinna. Niewielu ma śmiałość, by się takiej
rzeczy pozbyć. Dlatego holujemy je ze sobą z mieszkania do mieszkania. Antyki z
konieczności zestawiamy z kupowanymi współcześnie rzeczami. - Nasz dobytek to
najczęściej kompilacja przedmiotów wyniesionych z domu rodzinnego, prezentów od
znajomych, pamiątek z podróży, rzeczy własnych i tych wniesionych do związku
przez partnera. Kolejne rzeczy pojawiały się w naszym życiu w różnym czasie i
różnych sytuacjach. To naprawdę bardzo trudne zadanie, aby z wszystkich tych
przedmiotów stworzyć spójną całość - mówi Anna Romaniuk. Jak zestawić tanie,
sosnowe regały z zabytkową toaletką z drewna czereśniowego? Jak postawić lampę z
abażurem ryżowym blisko mosiężnego świecznika z czasów fin de siecle'u? Twardy
orzech do zgryzienia. Można próbować rezygnować z niektórych rzeczy - oddawać je
znajomym, sprzedawać albo po prostu chować w szafkach. Można też zaakceptować
ten eklektyczny zbiór z całym dobrodziejstwem inwentarza. Ale w takim wypadku
radzimy starać się znaleźć pomysł na spięcie całości, na zebranie tego
niesfornego dobytku w określone ramy.
Dodawanie i odejmowanie
Nawet jeśli poszczególne elementy wyposażenia nie tworzą kompletu, zawsze
istnieje szansa, że dadzą się zaaranżować w ciekawą całość. Najprostszym
sposobem jest wprowadzenie do wnętrza koloru. Pomalujmy kilka ścian
(niekoniecznie wszystkie, wystarczy kilka wybranych) na jeden charakterystyczny
kolor, na przykład bordowy. Niech stanie się on tłem dla różnych mebli, jakie
mamy w domu. A potem trzeba tylko bawić się, dokupując bordowe drobiazgi:
poduszki na kanapę w salonie, w sypialni dywanik, w jadalni wazon, w przedpokoju
ramka na zdjęcie itd. Jeżeli jeden kolor to za mało, można zaszaleć, wybierając
sobie dwa - nie tylko bordowy, ale na przykład jeszcze do tego pomarańczowy.
Świetnie, jeżeli uda się skompletować dodatki, które będą obecne w całym
mieszkaniu. Zasada spójności powinna dotyczyć wszystkich pomieszczeń, nawet
łazienek. - Wyobraźmy sobie sytuację, w której bierzemy kąpiel, po niej
zakładamy szlafrok i idziemy do salonu, potem zdejmujemy szlafrok i porzucamy go
gdzieś na sofie. To też musi jakoś grać. W domu wszystko się przenika:
kolorystyka ręczników, mydeł, ramek na ścianach, poduszek na kanapie. Kolory,
faktury, materiały, nawet zapachy - wszystko składa się na klimat domu - mówi
Anna Romaniuk. Elementem spinającym całość aranżacji może być - poza kolorem -
wprowadzenie klimatu etno poprzez eksponowanie odpowiednich akcesoriów, albo
decyzja o kreowaniu nastroju romantycznego poprzez wykorzystanie tkanin z
motywami kwiatowymi lub z wykończeniem z koronek. Jeśli chcemy świadomie
komponować wystrój, musimy się nauczyć wychwytywać przedmioty, które będą
pasowały do wyobrażenia domu, o jakim marzymy. Czasami wymaga to od nas
konsekwentnego odrzucania rzeczy, które mogą powodować dysharmonię. Gdy nauczymy
się nie tylko dodawać, ale i odejmować, poczujemy komfort. Magda Kochanowska
04-11-2003, Gazeta Wyborcza, dodatek DOM